Tweety na temat @pzworgpl

Logowanie

0

Aktualności

"Zawodowy wyławiacz"

Aktualności | 2011-01-19 | Publikujący: Koło PZW nr 126 Odra

 

„Zawodowy wyławiacz”

 

nowy_obraz.png

 

Koledzy z Okręgu PZW w Siedlcach zainspirowali mnie do napisania tego artykułu a raczej apelu do naszych wędkarzy łowiących w naszym Okręgu Katowickim. Tu proponuję przeczytać sobie ten artykuł pt.: Czy tylko głupek wypuszcza złowione ryby? (walka o poprawę stanu naszych wód) (aktualności – PZW – 26.11.2010r.)

Ten temat wraca jak bumerang z różnym skutkiem, ale mam nadzieję, że w końcu uderzy gdzie trzeba. Od jakiegoś czasu i mnie męczy sumienie i pewnie to, co tu opiszę niejednemu wędkarzowi się nie spodoba i rozpętam tym artykułem kolejną burzę, ale (…).  Oceń to sam i podyskutuj z nami na forum.

Mamy wspaniałe limity odłowów na poszczególne gatunki ryb (i inne przepisy korzystne dla naszych wodnych ulubieńców) - chwała za te punkty regulaminu, które chronią nasze wody przed wyjałowieniem. Czy jednak te przepisy tak do końca spełniają swoje zadanie? Wędkarze – jest nas dosyć spora gromadka i co nas łączy, to jedno - chęć złowienia ryby. Jedni większej, a inni zadowolą się    i taką mniejszą i po to tylko, aby adrenaliny nam przybyło kiedy bierze. Wrócę jednak do tematu samych wędkujących. Pochodzimy z różnych grup społecznych, a także z grup o różnym materialnym zasobie – co z reguły widać po sprzęcie jaki posiadamy (nie zazdrośćmy innym). Jeszcze nie tu tkwi problem, że łatwiej coś na nim złowimy. Kolejny podział naszej małej społeczności jest na: pracujących, emerytów czy rencistów. Jeśli pracujesz, masz limity wolnego czasu – powiedzmy popularny urlop wypoczynkowy. Jak dobrze idzie, to przeciętniak ma go te 26 dni z dodatkowymi dniami wolnymi typu weekend czy jakieś święta. Nie będę mówił ile radości ma taki pracujący jeszcze wędkarz. Nawet emeryt może mu tego pozazdrościć. A to oczekiwanie na wymarzony wyjazd nad wodę?!. ACH! NARESZCIE! Staranne przygotowania, pakowanie sprzętu, wybór i planowanie na który zbiornik, a sam wyjazd to ho! ho! W końcu wyjazd i coraz bliżej upragnionej wody. I długo oczekiwana radocha!  

 

Podjeżdżamy i… miejsce zajęte. Kemping na kółkach z ful wypasem sprzętu wędkarskiego i turystycznego (na długi czas pobytu). Pierwszego (sprzętu) nawet nie biorę pod uwagę, ale ten drugi świadczy pośrednio (aby dobrze to zrozumieć) o sprawie jaka mnie bulwersuje. Grzecznie się witam (po cichu zgrzytając już zębami, a dlaczego? - to wyjaśniam poniżej). Jak zwykle pytanko – biorą?

- Panie, teraz w tym tygodniu było tego sporo i musiałem trzy razy zawozić do domu, ale dwa tygodnie temu – niewiele – tylko kilkanaście kilo.

 

- A długo pan tu łowisz? Chyba już z panem widziałem się miesiąc temu w tym samym miejscu?

- Aaaaa! Od trzech miesięcy siedzę sobie tu nad wodą, bo i co mam robić na moim osiedlu? Sama nuda.

- To żeś pan pewnie „tego” trochę wyciągnął z tej wody?

- A, jak Bozia daje - to i bywa dobrze.  Rodzinka się cieszy ze świeżej rybki.

 

Jadę dalej – kolejny kemping i podobna rozmowa. Niestety nad tym stawem nie ma już dla mnie miejsca, pomimo że przyjechałem bardzo wcześnie (4 rano), ale jak się tu załapać, skoro „zawodowi wyławiacze” siedzą jak na swoim. Ci pomniejsi wędkarze to może i urlopowicze tacy jak ja – połowią dzień, dwa lub tydzień i do domciu. Tu wybacz mi Panie, gdybym miał ich posądzać o takie „zawodowe wyławianie”. Wiem, że nikt nie zabrania nam, aby sobie tam wypoczywać. Tu chylę głowę przed takim wypoczynkiem. Sam bym siedział nie wiem jak długo nad wodą a szczególnie jeśli i widok jest wspaniały (może też by ktoś i o mnie pomyślał, że „wyławiacz”). Problem nie  tkwi jednak w tym, że siedzimy miesiącami nad wodą, ale ile z niej wyciągamy?! Jeśli ktoś dobrze potrafi liczyć, to poniekąd może w przybliżeniu określić, na ile „wyławiacz” może przetrzepać taki zbiornik z ryb. Praktycznie dzień i noc kije w wodzie. Może za wyjątkiem wyjazdów z rybkami do domu albo po jedzonko. Jakie są efekty zanęcania ryb w jednym miejscu to nie muszę wspominać, a jakie w tym przypadku są możliwości, kiedy siedzimy     w jednym miejscu dłużej? Przy jedno- lub dwudniowym pobycie z reguły zanęcamy dla tych co przyjdą za nami, kiedy opuścimy łowisko (może nie tak dosłownie, ale wiele w tym prawdy). Co dopiero gdy siedzimy dłużej - dalej    w świetle prawa „wyławiacz” trzepie staw z wszystkiego co się nawinie pod kij, a nie jest zabronione zabieranie do saka. Czy ma sumienie? Jeden tak a drugi nie.

 

Jakie szanse w porównaniu z nim mają ci, którzy nie mogą sobie pozwolić na takie wielomiesięczne zasiadki? A co z rybami, głównymi bohaterami tej sprawy, o którą przecież nam chodzi? Za niedługo nie będzie możliwości złowienia tam czegokolwiek. I kolejne pytanie - co z zarybianiem? Przecież kilku takich „zawodowców” jest w stanie w ciągu miesiąca przetrzepać taki staw do stanu przed zarybieniem albo i gorzej.  Płacimy składki - czy to prezent dla nich? Czy też po to, aby ryb było więcej i były dorodniejsze? Może w końcu ktoś walnie się w głowę i ograniczy te praktyki. Jeszcze jeden apel do kolegów, skoro poruszyłem już temat zarybiania. To hasło porusza rzesze nas, „moczy kijów” i kiedy tylko ono się pojawia – spora liczba z nas czeka tylko na otwarcie zbiornika. I dawaj, heja, na karpia czy inną rybkę - bo już można wyciągać. Czy to zarybianie ma na tym polegać? Może by te przywiezione ryby od razu sprzedawać nad stawem – byłoby im łatwiej je zdobyć? A w kolejce po nie też trochę adrenaliny ich nie minie. Ja bym jeszcze proponował, aby zatrudnić nurka, każdy mógłby podchodzić nad staw z wędką, a ten by pod wodą zaczepiał rybki na haczyk i fru z rybką do góry! To by była frajda przy zarybianiu. Było już wiele propozycji w sprawach ochrony ryb i pewnie wracam do kilku z nich. Rozwiązań jest wiele i nie muszę o nich pisać. Nie jestem za ograniczeniem praw wędkujących, bo i mnie to może dotknąć na zasadzie – kij ma dwa końce.

 

Ograniczamy ilość codziennego połowu, ale to chyba zbyt mało aby coś się zmieniło w tej sprawie. Można by też w innej ciekawszej wersji znacznie zwiększyć opłaty dla tych, którzy by mieli ochotę zabierać więcej ryb ponad jakąś już przyjętą normę tak, aby na przykład za kg „nad-rybki” można by wody zarybić kilkoma kilogramami ryb. Tu za przykład może służyć limitowanie ryb na zbiorniku „SAZAN” koła PZW nr 126 Odra!  Chcesz złowić więcej ponad normę (a raczej zabrać rybki na talerz) – to opłacaj nowy limit. Rozwiązań jest o wiele więcej, a te poddaję do rozważenia wszystkim kolegom, dla których nie jest obojętne to, że nasze wody są tak pustoszone w świetle prawa.

 

Mamy przecież dobrze rozwinięty system kontroli i trzeba tylko zwrócić baczniejszą uwagę na tych właśnie „zawodowych wyławiaczy”, którzy tak kochają rybki, że wszystkie by widzieli u siebie w domu – w gościnie (i na talerzu).

Tylu ilu nas jest – tyle może być pomysłów. Pogłówkujmy trochę – chociażby na „nasiadówce” i zgłaszajmy swoje uwagi gdzie trzeba. Rejony Górnej Odry – piękne tereny gdzie sam łowię - to przecież nasza perełka i jakby miniaturka Pojezierza Mazurskiego. Szanujmy to co jeszcze posiadamy i cieszmy się nie tylko ze złowionej ryby.

 

Z pozdrowieniami

Niesforny Wodnik

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poleć znajomemu

Zdjęcia

Dodaj komentarz

Informacja
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Komentarze

Komentarze (1)

  • Balcerkowski Władysław Data dodania: 9 lat temu Oceń: 0 + / -

    waldi220

    i masz racje kolego pzw w całej Polsce powinno na wszystkich wodach wprowadzić opłaty jak za licencyjny odłów a możne by to trochę przeczepiało tak zwanych mięsiarzy