Tweety na temat @pzworgpl

Logowanie

0

WW czyli wyjazdowe wędkowanie.

WW czyli wyjazdowe wędkowanie!!!

 

Po raz pierwszy w swojej karierze wędkarskiej miałem możliwość łowienia w innym okręgu niż powiedzmy nasz „rodzinny” i chciałem się podzielić swoimi spostrzeżeniami w tej kwestii w naszym koleżeńskim gronie.

Z kilku przyczyn – powiedzmy, że łączenia przyjemnego z pożytecznym wybór padł na J. Złotnickie i J. Leśniańskie w Sudetach (wody położone blisko siebie).

Obydwa, to jeziora zaporowe o statusie wody nizinnej położone na rzece Kwisie (tu status wody górskiej, także krótki odcinek pomiędzy jeziorami). Jeziora są położone wzdłuż trasy Leśna - Gryfów czyli wody Okręgu J. Góra.

 

Załatwienie spraw formalnych z opłatami włącznie – to pestka dla tych co mają komputer z internetem pod ręką. Formularz  pozwolenia 3 dniowego jest dostępny do wydruku (tu dodam, że dobrze do niego załączony opis dodatkowy w sprawach połowu)  a także dostępny cennik – sprawiają iż załatwianie tych spraw trwa kilkanaście minut (włącznie z wydrukiem przelewu na konto oddziału PZW).

 

Nasz wyjazd planowany był nieco wcześniej, bo już rezerwacja noclegów w agroturystyce Złoty Potok 21 została zrobiona wiosną tego roku. Oczywiście plan wyprawy poprzedzony był także telefonicznym rozpoznaniem terenu, gdyż mapy (nawet i satelitarne) niekiedy szczegółowo nie obrazują terenu. Tu przestrzegam kolegów aby zwracać uwagę na informacje gospodarzy takich punktów noclegowych, którzy niejednokrotnie nie podają wszystkich informacji lub też podają je – powiedzmy jako bardziej lub mniej przekłamane. Musimy wziąć pewien margines, że taki właściciel agroturystyki (noclegów) a w szczególności poza sezonem (jak to było w naszym przypadku) za wszelką cenę stara się zdobyć klienta i powie nam to - co chcemy usłyszeć.

Pytam się o dostęp do jeziora (złotnickiego)  ? W słuchawce telefonu:  bez problemu, to jakieś 200 do 300m od domu. Co z dojazdem samochodem i czy można zaparkować blisko wody ? (w galerii ofertowej zdjęcia samochodów nad wodą). Tu informuję panią gospodynię, że sprzętu mamy sporo bo planujemy także nocną zasiadówkę.   Bez problemu – to kolejna odpowiedź.  I najważniejsze pytanie – jak tam z łowieniem i czy rybki biorą ?

Kolejne bez problemu i ryb zatrzęsienie – tylko przyjeżdżać. Pani gospodyni skontaktowała nas też ze swoimi kolegami w branży wędkarskiej z tamtejszego koła ale z pomocą było tak na 50% - jeden na plus a drugi na minus. Grunt, że sprawy na telefon załatwiliśmy powiedzmy na tak sobie i tylko czekać na wyjazd.

   W umiarkowanie słoneczną niedzielę 5 czerwca ruszyliśmy z kolegą Jurkiem (koło Rydułtowy) na nasz wypad. Do paczki miał jeszcze dołączyć we wtorek 07.06 nasz australijski kolega Henry (z Adelajdy) i w tym dniu mieliśmy się spotkać na miejscu w wymienionej wyżej agroturystyce - oczywiście w wiadomym celu.

 

                                           „Kupą mości panowie - na ryby !!!!

 

My z Jurkiem dwa wcześniejsze noclegi zaplanowaliśmy w miejscowości Pobiedna w agro. „Pod Topolami” – wieś niedaleko Świeradowa. Znałem to miejsce z wcześniejszego wypadu i polecam je rodzinom z dzieciakami. Cicho i spokojnie z atrakcjami w postaci zwierzaków i bardzo miłymi gospodarzami. Dodam, że wspaniałe miejsce na okoliczne wypady we wszystkie możliwe strony -  a jest tam co zwiedzać. W pobliżu Świeradów z kolejką gondolową na Stóg Izerski, dalej sporo zamków do zwiedzania w tym : zamek Świecie, Rajsko, Gryf no i chyba najokazalszy w tej okolicy zamek Czocha (znany z filmu „Gdzie jest generał ?”  a także z „Tajemnicy twierdzy szyfrów”. Niedaleko Lubomierz z muzeum Kargula i Pawlaka a w drugą stronę Szklarska Poręba. Nic dodać i nic ująć.

W takim plenerze spędzać czas – to istna przyjemność.

Wracając jednak do tematu wędkowania w Złotym Potoku i oczywiście przyjeżdżając do Pobiednej nie wytrzymaliśmy zbyt długo i zaraz w poniedziałek ruszyliśmy na rozpoznanie terenu wspomnianych jezior.  Najpierw jednak podjechaliśmy do agro Złoty Potok a dalej nad jezioro. Było trochę problemu aby znaleźć tę agroturystykę pod numerem 21 (bez gipsa), bo leży jakby na uboczu i dojazd do niej jest od strony Gryfowa.

 

Pomimo pytań wśród miejscowych we wsi Złoty Potok – dopiero chyba kolejna 8 osoba wiedziała jak tam trafić.

Potem to już była pestka. Oczywiście na rozpoznanie wyjechaliśmy już w wędkarskich mundurkach i z wyposażeniem do łowienia. Szkoda było nam każdej chwili bo łowienie miało być priorytetem.  Po tych drobnych poszukiwaniach dotarliśmy do naszego przyszłego agro i tu bardzo mile zostaliśmy przywitani przez panią gospodynię.

Sprawę noclegów zostawiliśmy na czas wtorkowego przyjazdu i poprosiliśmy o wskazanie dojścia do miejsca naszych połowów. Pani pokazała nam kierunek (poprzez ogród) gdzie możemy dojść nad J. Złotnickie. Zabraliśmy nasze wyposażenie i w drogę. Rzeczywiście odległość jeziora od agro była taka jaką określiła gospodyni na jakieś 200m ale ?

To był początek jeziora z dopływem jakiegoś strumyka gdzie wysokość stromych ścian dochodziła do ok. 15m. Na ścianach mniejsze i większe drzewa nie pozwalały na wędkowanie. Zaliczyliśmy kolejne 300m aby dojść do pierwszej „plaży) gdzie było możliwe rozłożenie sprzętu i samo wędkowanie. Zejście na pierwszym etapie było dosyć strome – co już przypominało o problemach taszczenia swojego wyposażenia w drugą stronę pod niezłą góreczkę (oczywiście przy powrocie).

 

Pierwsze rozpoznanie i rozkładamy graty. Tradycyjnie jak zawsze u nas – wędka i bat. Ponoć zbiorniki obfitują w szczupaka i inne drapieżne, więc pozyskanie żywca było wskazane. Nie będę rozpisywał na co łowiliśmy bo na hak poszło parę rybich przysmaków i pierwsza uklejka poszła dopiero na białego (po godzinie oczekiwania). Poszło też w maliny kilka haków na kamiennych zaczepach bo dno przypominało ogródek skalny a raczej kamieniołom. Łowienie w jak na razie dobrze nie rozpoznanej wodzie ograniczyliśmy tylko do przysłowiowej przepływanki na spławiku ale i wysoka w tym dniu fala dawała się nam we znaki.

Rzucanie na grunt to byłaby tragedia i strata sprzętu. Jakże - próbowaliśmy ale po kilku zaczepach (całe szczęście bez strat) daliśmy sobie spokój.

Przytrafiła się też płotka i mogłem sobie zarzucić na żywca. Dodam jeszcze, że szczupaczki i sandacze tego dnia ganiały na wodzie aż miło było patrzeć. Musiało być tego tam sporo bo co rusz w innym miejscu i w tym samym czasie widzieliśmy te rzucające się ryby i to niezłe sztuki. Jednak na moją płotkę żaden drapieżnik nie miał ochoty i musiałem obejść się tylko marzeniami. Marzeniem natomiast nie był już ten wspaniały widok jaki roztaczał się wokół - 

tafla falującego jeziora i szumiący górski las. To była piękna rzeczywistość.

Było też kilka (w sumie 4) ładnych brań i tu miałem pecha bo tylko na bata. Okazy na haczyku musiały być już niezłe bo żyłka 0,16 o nośności ponad 3kg była zrywana za każdym razem jak przysłowiowa nitka po 30 sekundowej walce z rybą. Nie było żadnych szans aby je wyciągnąć na tym sprzęcie. Taki sam zestaw przynęty miałem na wędce – a tam cisza. Jurek podobnie jak ja wyciągnął też kilka uklejek i na tym zakończyły się łowy pierwszego dnia i to był wtedy chyba nasz największy sukces.

Wracając – dostaliśmy przysłowiowej zadyszki niosąc sprzęcicho (nie mówiąc co by było jakby złapały się te wielkie okazy – ha ! ha! mamy swoje lata i kondycja już nie ta.

Zaraz była też rozmowa z gospodynią jak podjechać blisko wody (wymarzona nocka z kroplą goryczy, że ryba nie bierze).

Pani grzecznie nam wyjaśniła, że musimy jechać parę kilometrów w stronę Gryfowa (bez

problemu) i że tam będzie zjazd w lewo (bez problemu) a potem taką gruntową drogą z

wielkim wybojami (bez problemu), jakieś 2 lub 3 km i będziemy nad wodą – bez problemu.

Drobny problem bo koleiny i kamienie i deszcze ale co tam.

Przy takim wyjaśnieniu zrezygnowaliśmy mając na uwadze niskie zawieszenie naszego

auta. 

Kolejne wypady przez następne dwa dni to była tragedia jakby wymarłego z ryb jeziora . Także pogoda – burze z deszczem i bardzo silny wiatr nie pozwalały nam wędkować jak sobie to zaplanowaliśmy. Zrobiliśmy też ostatniego dnia wypad nad J. Leśniańskie ale i tam rybia cisza i jak w grobowcu. Po kilku godzinach wędkowania i widoku nadciągającej burzy daliśmy sobie spokój. Kolega Henry poświęcał się spinningowaniu mając ze sobą wspaniałe przynęty javalony ale i tam drapieżniki nie były zainteresowane nawet zagraniczną gumką.

 

Podsumowując ten wyjazd – powiem od siebie, że tereny przepiękne i agro Złoty Potok 21 też godny polecenia pod turystykę. Łowienie na tych jeziorach trudne ze względu na kamienistość dna przy braku rozpoznania a także częsta przeszkadza duża fala, gdyż długość jezior i ich położenie w niecce terenu stwarzają takie warunki pogodowe. Kolejną zmorą są narciarze wodni i amatorzy sportów motorowodnych, którzy nie zawsze szanują dobre obyczaje i siedzących na brzegu wędkarzy. Polecenia uwagi byłaby raczej Plaża Czocha w pobliżu zamku. Po opłacie wejściówki 10 zł. wjechaliśmy tam samochodem i można było ustawić namiot i wędkować do woli. W sezonie gorzej bo plażowicze, jednak miejsca jest tam dużo i zawsze takie dla nas moczykijów się znajdzie. U miejscowych można też wypożyczyć łódkę i łowić gdzieś na środeczku lub po przeciwnej niedostępnej dla ludzi stronie. Podczas tych kilku dni łowienia nie natknęliśmy się na żadną straż rybacką ale za to kolega Jurek na J. Złotnickim wyciągnął rybią pułapkę z wątrobową zanętą w środku. Widać, że cichych miłośników ryb tam też nie brakuje.     

Może Ty będzie miał więcej szczęścia niż my trzej muszkieterowie.  

 

Pozdrawiam

Damian

    Ksywka Taita